Jezus powiedział do Nikodema: «Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu».
Trzeba by wywyższono Syna Człowieczego. Chcielibyśmy, tak po
ludzku, aby to wywyższenie było związane ze sławą, z dobrą pozycją społeczną, z
szacunkiem ogółu społeczeństwa, wtedy z miłą chęcią powiedzielibyśmy „On jest
moim Panem”, ale Jezus pokazuje nam, że Boża logika jest inna niż ludzka,
Bóg nie patrzy tak, jak patrzy człowiek.
My chcielibyśmy, aby tym wywyższeniem było chwalebne Zmartwychwstanie czy
Wniebowstąpienie, choć na to też przyjdzie czas, ale najpierw jest Krzyż –
szczyt bezbronności, szczyt Miłości, szczyt posłuszeństwa Ojcu.
Dobrze pamiętamy historię Narodu Wybranego i Jego wędrówkę
do Ziemi Obiecanej. To właśnie wtedy, gdy szli w kierunku Morza Czerwonego
złorzeczyli Bogu i Mojżeszowi domagając się innego jedzenia niż „pokarm mizerny”,
który dostawali od Boga. Co wtedy robi Bóg? Zsyła na nich węże, a oni świadomi
swego złego czynu przychodzą i mówią: „Zgrzeszyliśmy. Wybacz.” A On jak zawsze
przebacza (ma cierpliwość) i każe „sporządzić węża i umieścić na wysokim palu”,
aby każdy ukąszony spojrzał na niego i „został przy życiu”.
Po tych kilku słowach wyjaśnienia wróćmy do Ewangelii. Co
wspólnego ma wywyższenie węża i Syna Człowieczego? Otóż każdy, kto spojrzał na
węża odzyskiwał życie i każdy, kto z wiarą spojrzy na Chrystusowy Krzyż tez
otrzymuje życie, życie wieczne. Naród Wybrany utracił sielankę, którą
zagwarantował im Bóg (manna z nieba, Jego wsparcie itd.), my też utraciliśmy
rajskie życie pełne szczęścia. Pan Bóg tak samo jak Izraelitom, tak i nam
podarował wspaniały prezent – po ludzku patrząc kawałek drewna, patrząc oczami
wiary narzędzie zbawienia. Przyjęcie Jezusa Chrystusa ze wszystkimi tego
konsekwencjami, a nie wybiórczo daje nam życie wieczne. I trzeba nam dobrze
zrozumieć sens wiary, nie jako coś, co ciągle nas ogranicza i „potępia” nasze
czyny, ale jako łaskę gwarantującą zbawienia.
„Światło przyszło na świat.” Jezus jest światłem, jest
źródłem światła, jest Wschodzącym Słońcem. My możemy trwać w tym świetle dzięki
czemu nie dość, że my będziemy oświecani, to jeszcze ten blask Bożej chwały
będzie przez nas przepływał oświecając innych. Natomiast grzech, który oddala
nas od Boga jest jakby zasłoną, która uniemożliwia nam czerpanie światła od
Wschodzącego Słońca, a zatem my zamykamy się na Jego łaskę i pozbawiamy tej
łaski innych, którzy to światło od nas czerpali. Strach przed światłem jest
zrozumiały – przecież w świetle wszystko widać, widać wszystkie uczynki, które
chcielibyśmy ukryć, schować na dnie naszego serca w jakimś pomieszczeniu
szczelnie zamkniętym z napisem: „Wstęp wzbroniony”. Pochylając się nad tym
fragmentem moje myśli biegną do fragmentu listu do Efezjan: „wszystko, co staje
się jawne jest światłem”. Nasze serce nigdy nie będzie uzdrowione jeśli
wszystko, nawet to, co najbardziej chcielibyśmy ukryć nie ujrzy światła, nie
stanie się jawne. I często tak jest, że wystarczy komuś powiedzieć o tym
skrywanym na dnie i szczelnie zamkniętym sekrecie, słabości, mrocznej tajemnicy
naszego życia, a czujemy ulgę, czujemy jak ten cały balon lęku i strachu nagle
pęka. Tak jest często przed sakramentem pokuty i pojednania, kiedy czujemy
pewien wstyd, pewna chcę zatrzymania tego dla siebie, a po spowiedzi czujemy
ogromny pokój serca, bo „wszystko, co staje się jawne jest światłem”. I myślę,
że nawet nie trzeba Jezusowi otwierać tego pomieszczenia z napisem „Wstęp
wzbroniony”, wystarczy po prostu pozwolić Mu, aby on sam tam wszedł, otworzył
kłódkę szczelnie zamkniętej piwnicy naszego serca, a On sam zrobi tam porządek,
rozświetli wszystkie zakamarki naszego serca i dopiero wtedy będziemy mogli oddać
Jemu swoje życie, bo nasze całe serce, a nie tylko to, co będziemy chcieli Mu
ofiarować, będzie należało do Niego.