piątek, 22 lutego 2013

Lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci...

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.
Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.

Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.

Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.

On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł. 

Jezus udaje się do Tyru i Sydonu, chce pobyć sam, ale „nie mógł jednak pozostać w ukryciu”. Dlaczego? Może dlatego, że ludzie dowiedzieli się o Nim i przychodzili do Niego; a może dlatego, że On wiedząc, iż jest Bogiem dla ludzi, wiedząc, że może wiele dobra uczynić i wiele cudów zdziałać, nie chce pozostawać w ukryciu właśnie ze względu na ludzi, którym może wiele pomóc; a może po prostu dlatego, że chce pełnić wolę Ojca.
Przychodzi do Jezusa Syrofenicjanka. Prosi Go za swoją córką. A On jej odpowiada: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. On tak mówi? Jezus, który uzdrawia? Ten, o którym mówią, że jest dobry? Ileż z nas poddałoby się? Ale nie ona. Jest zdeterminowana w szukaniu pomocy dla swej córki. Jak wielką miłością musi darzyć swoje dziecko?!
Syrofenicjanka prosi, aby Jezus wyrzucił złego ducha z jej córki, ale Jezus nie zajmuje się jej córką, a nią samą. Może to właśnie ona potrzebuje bardziej pomocy niż jej dziecko?
Często chorobę możemy rozpoznać po lekarstwach, które zostają zalecane. A co Jezus odpowiada kobiecie? „Nie dobrze jest zabierać chleb dzieciom i rzucać szczeniętom”. Być może ta kobieta nie potrafiła do tej pory stanąć w prawdzie o sobie przed Bogiem. Nie umiała zaakceptować swojej małości, swojej nicości. Może wynosiła się ponad bliźnich, może nie potrafiła się tak uniżyć, aby uznać wyższość innych ludzi.
Dopiero jej odpowiedź: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci” sprawia, że Jezus uzdrawia jej córkę. Jezus pragnie jej pokazać, że człowiek jest nędzą, ale Bóg go kocha; człowiek jest niczym w porównaniu z Wszechmocnym Bogiem i dopiero zdanie sobie sprawy ze swej małości a zarazem ogromnej miłości Boga do człowieka sprawia, że Jezus może działać cuda w naszym życiu. 

Panie Boże mój, jam robaczek Twój. Jam robaczek nieboraczek, a Ty, Boże mój.

wtorek, 12 lutego 2013

Powiedział do swoich uczniów...

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: «Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka», gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”.

Jezus tym razem nie mówi do tłumów, ale do swoich uczniów, czyli do tych, którzy są z Nim związani, którzy chcą zgłębić tajemnice królestwa Bożego, którzy są ugruntowani, wiedzą już na jakim fundamencie budować i ten fundament już posiadają. Nie wszystko tłumaczył tłumom, niektóre nauki zarezerwował tylko dla uczniów.
Ta nauka Jezusa nie jest dla "pierwszego lepszego" chrześcijanina, ale dla tego, kto świadomie wybrał Chrystusa na Pana swojego życia i z Nim chce kroczyć przez życie. To nauka z cyklu "uważaj, będzie boleć"
Uczeń to ktoś, jak sama nazwa wskazuje, kto się uczy. Często jest tak, że ucząc się pewnych treści, chcemy tę naukę przekazywać innym, chcemy pouczać swoje otoczenie, choć sami nie osiągnęliśmy pełnej wiedzy. I może właśnie dlatego Jezus mówi to do swoich uczniów, aby wyczulić ich na to, że oni nie przeszli jeszcze pełnej drogi nawrócenia.
Żeby pomagać innym, nauczać ich Ewangelii, najpierw sami musimy gruntownie nauczyć się żyć Ewangelią na co dzień i oddać się Jezusowi bezgranicznie, z dziecięcą ufnością. Dopiero gdy On dotknie nas swoją łaską, swoją miłością jesteśmy zdolni odpowiedzialnie głosić Dobrą Nowinę.
Kto nigdy w swym życiu prawdziwie nie spotkał Chrystusa, nie może przekazywać Go innym, bo może się okazać, że on sam nie zna prawdziwego Bożego oblicza, a jedynie pewną karykaturę, którą sam stworzył dla własnych potrzeb.