Fragment
Ewangelii przedstawia nam Jana i Jezusa, ucznia i Mistrza. Jan zaniepokojony
faktem, że inni czynią znaki powołując się na Jezusa zabrania im i pędzi o tym
powiedzieć swemu Panu. Zapewne dumny ze swego postępowania liczy na jakąś
pochwałę, dobre słowo, wyróżnienie czy uznanie. A co robi Jezus? Mówi: „Przestańcie
zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle
mówić o Mnie” Jakie zdziwienie musiało pojawić się na twarzy ucznia. Scena ta
pokazuje nam uczucie zazdrości wśród uczniów Chrystusa. Jan zapewne chciałby
mieć wyłączność w kwestii czynienia cudów, głoszenia Dobrej Nowiny, chciałby
zajmować najlepsze miejsce w sercu Mistrza, ale to jest pewna pułapka – nie można
zatrzymać Jezusa tylko dla siebie, trzeba się Nim dzielić, trzeba nasycić się
Nim, a następnie głosić Go innym.
Taka „Janowa
postawa” wiążę się także z bardzo brzemiennym w skutkach zachowaniem – chęcią udowadniana
na każdym kroku, że Jezus jest dla mnie ważny, że ja Go najbardziej kocham –
jest to właśnie skutek zazdrości o Mistrza. Czym się on przejawia? Np. „biczowaniem
się modlitwą” chodzi tu o pewną postawę, gdzie modlitwa i sam Jezus jest tylko środkiem
do osiągnięcia celu, do wypracowania systemu duchowości, który to raczej
zaspokoi moje pragnienia bycia rozmodlonym i uduchowionym niż stworzy
przestrzeń do spotkania z Bogiem. To swoiste „biczowanie” będzie polegało na
tym, że ja muszę wytrzymać przed Panem, że ja muszę wyklęczeć tę godzinę, bo
przecież Kowalski klęczał 45 minut. Wtedy modlitwa staje się okropnym przymusem
i ciężarem, dzień jest przepełniony modlitwą, ale czy aby na pewno o taką
modlitwę chodzi?
Jan na
pewno chciałby, aby Jezus zabronił im, dlatego, że nie są do końca tego godni,
bo przecież nie spędzają z Nim tyle czasu co on, nie poświęcają się tak jak on;
tylko zapomina, że Jezus wcale tego poświęcenia nie pragnie, On pragnie, żeby
Go tylko kochać, a wtedy każde poświęcenia przeżywane w miłości będzie radością.
Kolejną
kwestią, którą możemy zauważyć we fragmencie jest siła imienia Jezus, jak ważne
jest to imię szczególnie dla nas, chrześcijan i trzeba przyznać, że imię Jezus
nigdy nie było obojętne. Zły duch dobrze o tym wie i wykorzystuje ten fakt.
Ileż to razy słyszymy jak imię Jezus jest poniewierane, a przecież jest to imię naszego Boga. Powinniśmy zatem bronić tego imienia, bo nikt nie chciałby, aby
obrażano naszego Boga. Imię Jezus niesie za sobą wiele łask, jest między innymi
najkrótszym przeciwstawieniem się pokusom szatana. Wypowiedzenie z wiarą
imienia Jezus dodaje nam mocy i odwagi.
„Widzieliśmy
kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy
mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Każdy z nas może otrzymać od Boga jakiś
szczególny dar, może to być dar język, dar proroctwa czy wiele innych, ale
trzeba nam pamiętać, że diabeł także może być sprawcą w nas nadzwyczajnych
rzeczy. Najlepszym sprawdzeniem dawcy tego daru jest modlitwa do Jezusa, w
której to powierzymy Mu ten dar i poprosimy własnymi słowami, aby zabrał ten
dar jeśli on pochodzi od diabła, a jeśli od Niego, to niech ten dar służy dla
dobra innych. Jezus nigdy nie pozostawi nas samych.
Na
koniec możemy sobie zadać pytanie dlaczego Jezus nie zabronił tym ludziom
czynić znaków. Myślę, że chciał nas tym zdarzeniem nauczyć, że Prawda obroni
się sama.