niedziela, 28 lipca 2013

W Twoje imię wyrzucał złe duchy...

Wtedy rzekł do Niego Jan: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus odrzekł: «Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody.


Fragment Ewangelii przedstawia nam Jana i Jezusa, ucznia i Mistrza. Jan zaniepokojony faktem, że inni czynią znaki powołując się na Jezusa zabrania im i pędzi o tym powiedzieć swemu Panu. Zapewne dumny ze swego postępowania liczy na jakąś pochwałę, dobre słowo, wyróżnienie czy uznanie. A co robi Jezus? Mówi: „Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie” Jakie zdziwienie musiało pojawić się na twarzy ucznia. Scena ta pokazuje nam uczucie zazdrości wśród uczniów Chrystusa. Jan zapewne chciałby mieć wyłączność w kwestii czynienia cudów, głoszenia Dobrej Nowiny, chciałby zajmować najlepsze miejsce w sercu Mistrza, ale to jest pewna pułapka – nie można zatrzymać Jezusa tylko dla siebie, trzeba się Nim dzielić, trzeba nasycić się Nim, a następnie głosić Go innym.

Taka „Janowa postawa” wiążę się także z bardzo brzemiennym w skutkach zachowaniem – chęcią udowadniana na każdym kroku, że Jezus jest dla mnie ważny, że ja Go najbardziej kocham – jest to właśnie skutek zazdrości o Mistrza. Czym się on przejawia? Np. „biczowaniem się modlitwą” chodzi tu o pewną postawę, gdzie modlitwa i sam Jezus jest tylko środkiem do osiągnięcia celu, do wypracowania systemu duchowości, który to raczej zaspokoi moje pragnienia bycia rozmodlonym i uduchowionym niż stworzy przestrzeń do spotkania z Bogiem. To swoiste „biczowanie” będzie polegało na tym, że ja muszę wytrzymać przed Panem, że ja muszę wyklęczeć tę godzinę, bo przecież Kowalski klęczał 45 minut. Wtedy modlitwa staje się okropnym przymusem i ciężarem, dzień jest przepełniony modlitwą, ale czy aby na pewno o taką modlitwę chodzi?

Jan na pewno chciałby, aby Jezus zabronił im, dlatego, że nie są do końca tego godni, bo przecież nie spędzają z Nim tyle czasu co on, nie poświęcają się tak jak on; tylko zapomina, że Jezus wcale tego poświęcenia nie pragnie, On pragnie, żeby Go tylko kochać, a wtedy każde poświęcenia przeżywane w miłości będzie radością.

Kolejną kwestią, którą możemy zauważyć we fragmencie jest siła imienia Jezus, jak ważne jest to imię szczególnie dla nas, chrześcijan i trzeba przyznać, że imię Jezus nigdy nie było obojętne. Zły duch dobrze o tym wie i wykorzystuje ten fakt. Ileż to razy słyszymy jak imię Jezus jest poniewierane, a przecież jest to imię naszego Boga. Powinniśmy zatem bronić tego imienia, bo nikt nie chciałby, aby obrażano naszego Boga. Imię Jezus niesie za sobą wiele łask, jest między innymi najkrótszym przeciwstawieniem się pokusom szatana. Wypowiedzenie z wiarą imienia Jezus dodaje nam mocy i odwagi.

„Widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami”. Każdy z nas może otrzymać od Boga jakiś szczególny dar, może to być dar język, dar proroctwa czy wiele innych, ale trzeba nam pamiętać, że diabeł także może być sprawcą w nas nadzwyczajnych rzeczy. Najlepszym sprawdzeniem dawcy tego daru jest modlitwa do Jezusa, w której to powierzymy Mu ten dar i poprosimy własnymi słowami, aby zabrał ten dar jeśli on pochodzi od diabła, a jeśli od Niego, to niech ten dar służy dla dobra innych. Jezus nigdy nie pozostawi nas samych.

Na koniec możemy sobie zadać pytanie dlaczego Jezus nie zabronił tym ludziom czynić znaków. Myślę, że chciał nas tym zdarzeniem nauczyć, że Prawda obroni się sama.

wtorek, 16 lipca 2013

Nie potrzebują lekarza zdrowi…



Jezus wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników, i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”.
On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: »Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary«. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”

Lewi siedział w komorze celnej, była to jego codzienność, było to jego zajęcie, z którego utrzymywał siebie, a może także swoja rodzinę. Sytuacja ta pokazuje nam, że Pan Bóg przychodzi do nas w naszej codzienności, On uzdrawia nasze życie wchodząc w nie ze swoją miłością. Nie trzeba wyszukanych, ascetycznych praktyk, aby odnaleźć Boga. ON JEST Z NAMI, wystarczy tylko otworzyć się na Jego obecność, bo On sam pierwszy nas wybrał, powołał do życia, tak jak powołał celnika Lewiego. Życie z Bogiem jest ŻYCIEM, a życie bez Boga jest substytutem życia. „Bez Boga ani do proga”.

Jezus mówi: „Pójdź za mną”. To Pan powołuje, to On wysyła do nas zaproszenie zatytułowane POWOŁANIE i czeka aż my je przyjmiemy. Nikt sam sobie nie bierze godności. Ktoś, kto wykradł powołanie nie dość, że sam będzie nieszczęśliwy, to jeszcze będzie unieszczęśliwiał innych. Poza tym na pierwszym lepszym zakręcie drogi życiowej wykolei się z torów, które prowadzą go bezpiecznie do pełni życia chrześcijańskiego.

Lewi zostawił wszystko. Jak musi być silne wezwanie Chrystusa, że on po usłyszeniu jednego zdania: „Pójdź za mną” zostawia wszystko i idzie za Jezusem – nie wie gdzie, nie wie po co, ale idzie. Jest to przykład bardzo trudnej nauki o całkowitym powierzeniu się Bogu i Jego woli względem nas. Jest to nauka o wyzbyciu się wszystkiego i oparciu się tylko na Ojcu. Ciężka to lekcja, ciężko jest całkowicie oddać się w ręce Ojca, wiedząc nawet, że jest On kochającym Ojcem i zawsze chce dla nas dobra, gdy rodzinie brakuje węgla na opał, a tym bardziej środków na jego zakup. I właśnie wtedy powinniśmy Mu zaufać. Nikt z nas nie jest od rozwiązywania swoich problemów. Od rozwiązywania ludzkich problemów jest Pan Bóg. Oczywiście nie chodzi tu o czekanie z założonymi rękami aż problem sam się rozwiąże, ale chodzi o to, aby przyjąć Boże rozwiązanie problemu, a nie swoje – a to czasem jest zupełnie inne. I to jest prawdziwa wiara, to jest prawdziwe zaufanie, prawdziwe zawierzenie.

Co się dzieje dalej w Ewangelii? Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie. Radość. Spotkanie Jezusa wiąże się z radością, z pokojem serca. Nikt kto spotkał Jezusa nie może być smutny mając perspektywę wiecznego szczęścia. Na myśl przychodzą mi słowa z Ewangelii wg św. Jana: „A to jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”

We fragmencie tej Ewangelii mamy ukazany piękny przykład początku powołania, jego radości, świętości, zapału oraz wykrzywione powołanie na skutek różnych sytuacji życiowych oraz złego rozumienia jego daru i tajemnicy. Pierwszym przykładem jest powołanie Lewiego, drugim przykładem jest powołanie, jakim został obdarowany faryzeusz. Tak może stać się z każdym powołanym, który przestaje wpatrywać się w Jezusa, który przestaje być Jego uczniem, a sam dla siebie staje się mistrzem. Każdy na początku pełen zapału, ideałów, gorliwości jak Lewi może stać się faryzeuszem. Jezus specjalnie pokazuje to na przykładzie kontrastu. Gdy przestajemy rozmawiać z Bogiem, przestajemy zwracać uwagę na drugiego człowieka, bliźni staje się nam obcy.

Sposób myślenia faryzeusza jest bardzo prosty: „ Co powiedzą ludzie, gdy zobaczą mnie z tymi grzesznikami?” On boi się opinii innych ludzi – ona jest ważna, ale nie najważniejsza. Tę sytuacje możemy przenieść na dzisiejsze czasy: Widzimy księdza, który stoi w grupce młodych ludzi, których język pozostawia wiele do życzenia. Ponadto nie mają zbyt dobrej opinii w środowisku, w którym żyją. Jaka pierwsza myśl przychodzi nam do głowy? –Co on robi? Z kim on stoi? Przecież to Kowalski i Nowak. Czy on nie wie kim oni są? Zapewne zszedł na złą drogę. Ale postawmy sobie inne pytanie: „W jaki sposób ten kapłan ma głosić tym ludziom Dobrą Nowinę? Jego obecność jest tam obowiązkowa, a nasze stereotypy mówią nam, że to nie wypada, że to ksiądz. Kapłaństwo nie może zamknąć się tylko i wyłącznie do wiernych, którzy maja dobrą opinię, którzy chodzą do kościoła, kapłaństwo musi wyjść także do tych, którzy o Dobrej Nowinie już dawno zapomnieli bądź nigdy o niej nie słyszeli, bo „nie potrzebują lekarza zdrowi…”