wtorek, 29 stycznia 2013

I chciał ich minąć...


Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzali Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. 
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. 
Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: "Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się". I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. 
Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

Po cudzie rozmnożenia chleba uczniowie przeprawiają się na drugą stronę jeziora. Ich Mistrz zostawia ich samych. Może Jezus specjalnie „odszedł na górę”, może chciał, aby uczniowie nie spoczęli na laurach, może chciał uświadomić im, że to dzięki Niemu potrafią działać cuda, może chciał, aby nie popadli  w pychę. Jezus zostawia ich, a On oddaje się modlitwie dając tym samym najlepszy przykład pokory.
Sytuacja apostołów bez Jezusa jest ciężka, nie radzą sobie z przeprawieniem się na drugą stronę, sprawia im to problem. Łódź była na „środku jeziora”, a więc w punkcie krytycznym, w miejscu najbardziej oddalonym od brzegu, a także od Jezusa. Uczniowie czują lęk, strach, przerażenie. To właśnie lęk często nie pozwala nam ujrzeć kroczącego Chrystusa. Ile razy my stojąc w punkcie krytycznym naszego życia nie potrafimy, a może nie chcemy ujrzeć Pana.
Jezus przechodzi obok zapracowanych, zmartwionych uczniów, chce ich minąć nie narzucając się, a oni zalęknieni boja się Jego obecności. On kroczy delikatnie obok łodzi naszego życia, a my widząc Jego obecność często z przerażenia chcemy uciec z „pola bitwy” – z naszego życia. Może dlatego, że kroczenie za Chrystusem wydaje się nam zbyt trudne, przerasta nas, bo przecież wiąże się z nieustanną pracą nad sobą, podjęciem wysiłku, zmianą światopoglądu, ale Jezus właśnie w tym naszym lęku, strachu i przerażeniu przychodzi, aby nas pokrzepić, bo pragnie naszej wolności, wolności dzieci Bożych.
„I chciał ich minąć”, chciał ich minąć, bo jest Bogiem , który szanuje ludzką wolność, który chce, aby każda nasza decyzja – nawet wybór Chrystusa na Pana naszego życia - była podjęta w wolności.
Bóg widzi wszystko, widzi nasz trud, nasze poświecenie i oddanie. On chce kroczyć z nami przez życie i uciszać każdą burzę naszego życia, ale czy my tego chcemy…?

sobota, 26 stycznia 2013

Idźcie i zobaczcie...

Gdy Jezus ujrzał wielki tłum, ogarnęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.
A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce jest puste, a pora już późna. Odpraw ich. Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia”.
Lecz On im odpowiedział: „Wy dajcie im jeść”.
Rzekli Mu: „Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby im dać jeść?”
On ich spytał: „Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie !”
Gdy się upewnili, rzekli: „Pięć i dwie ryby”.
Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu.
A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nimi. Także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do sytości i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatki z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.

Jezus widzi wielki tłum, który jest jak owce nie mające pasterza. Widzi rozbity, nieuporządkowany tłum, ale czy tylko? Widzi ludzi, którzy przez doświadczenia swojego życia są rozbici wewnętrznie,moralnie, duchowo. Są jak owce, bezbronne i łagodne. To właśnie bezbronność i litość spowodowała, że Jezus zaczął ich nauczać. Ludzka bieda sprawia, że Jezus jest blisko nas. Człowiek zraniony, bezsilny, samotny zajmuje szczególne miejsce przy Jezusie.
Apostołowie myśląc po ludzku chcą oddalić tłum: może chcą, aby w spokoju położyli się spać, najedzeni; może po prostu chcą pozbyć się problemu; a może zwyczajnie są zazdrośni o ich Mistrza. A co robi Jezus? Nakazuje uczniom, aby to właśnie oni dali im jeść. Pokazuje nam, że on troszczy się o nas do końca, nie pozostawi nas tylko pokrzepionych Słowem Bożym, ale pomoże nam także wprowadzać to Słowo w czyn. Pomoże nam kroczyć za Nim wśród przeciwności.  "Powierz Panu swą drogę, a On sam będzie działał". 
Dla uczniów Jezusa Jego polecenie wydaje się nierealne. Otóż oni sami nie są świadomi, że posiadają chleby, którymi mogą nasycić lud. Nie są świadomi, że mają w sobie takie Boże dary, dzięki którym mogą pomagać ludziom. Są niedowartościowani. A co mówi Jezus? "Idźcie i zobaczcie". Idźcie i zobaczcie co wy macie. Przekonajcie się o tym. Zobaczcie jak wielkie dary dał wam Bóg.
Jezus biorąc chleby spogląda w górę. Pokazuje nam tym gestem, że mimo iż posiadamy wielkie dary, wielką moc jako dzieci Boże, to tak naprawdę wszystko pochodzi od Boga i Jemu za wszystko należy się dziękczynienie. 
I trzeba nam stawać w pokorze przed tymi Bożymi darami, mając świadomość, że nie są one nasze, ale Boga, który działa w nas przez swojego Ducha.