sobota, 22 czerwca 2013

Trzeba by wywyższono Syna Człowieczego...


Jezus powiedział do Nikodema: «Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu».


Trzeba by wywyższono Syna Człowieczego. Chcielibyśmy, tak po ludzku, aby to wywyższenie było związane ze sławą, z dobrą pozycją społeczną, z szacunkiem ogółu społeczeństwa, wtedy z miłą chęcią powiedzielibyśmy „On jest moim Panem”, ale Jezus pokazuje nam, że Boża logika jest inna niż ludzka, Bóg  nie patrzy tak, jak patrzy człowiek. My chcielibyśmy, aby tym wywyższeniem było chwalebne Zmartwychwstanie czy Wniebowstąpienie, choć na to też przyjdzie czas, ale najpierw jest Krzyż – szczyt bezbronności, szczyt Miłości, szczyt posłuszeństwa Ojcu.

Dobrze pamiętamy historię Narodu Wybranego i Jego wędrówkę do Ziemi Obiecanej. To właśnie wtedy, gdy szli w kierunku Morza Czerwonego złorzeczyli Bogu i Mojżeszowi domagając się innego jedzenia niż „pokarm mizerny”, który dostawali od Boga. Co wtedy robi Bóg? Zsyła na nich węże, a oni świadomi swego złego czynu przychodzą i mówią: „Zgrzeszyliśmy. Wybacz.” A On jak zawsze przebacza (ma cierpliwość) i każe „sporządzić węża i umieścić na wysokim palu”, aby każdy ukąszony spojrzał na niego i „został przy życiu”.

Po tych kilku słowach wyjaśnienia wróćmy do Ewangelii. Co wspólnego ma wywyższenie węża i Syna Człowieczego? Otóż każdy, kto spojrzał na węża odzyskiwał życie i każdy, kto z wiarą spojrzy na Chrystusowy Krzyż tez otrzymuje życie, życie wieczne. Naród Wybrany utracił sielankę, którą zagwarantował im Bóg (manna z nieba, Jego wsparcie itd.), my też utraciliśmy rajskie życie pełne szczęścia. Pan Bóg tak samo jak Izraelitom, tak i nam podarował wspaniały prezent – po ludzku patrząc kawałek drewna, patrząc oczami wiary narzędzie zbawienia. Przyjęcie Jezusa Chrystusa ze wszystkimi tego konsekwencjami, a nie wybiórczo daje nam życie wieczne. I trzeba nam dobrze zrozumieć sens wiary, nie jako coś, co ciągle nas ogranicza i „potępia” nasze czyny, ale jako łaskę gwarantującą zbawienia.

„Światło przyszło na świat.” Jezus jest światłem, jest źródłem światła, jest Wschodzącym Słońcem. My możemy trwać w tym świetle dzięki czemu nie dość, że my będziemy oświecani, to jeszcze ten blask Bożej chwały będzie przez nas przepływał oświecając innych. Natomiast grzech, który oddala nas od Boga jest jakby zasłoną, która uniemożliwia nam czerpanie światła od Wschodzącego Słońca, a zatem my zamykamy się na Jego łaskę i pozbawiamy tej łaski innych, którzy to światło od nas czerpali. Strach przed światłem jest zrozumiały – przecież w świetle wszystko widać, widać wszystkie uczynki, które chcielibyśmy ukryć, schować na dnie naszego serca w jakimś pomieszczeniu szczelnie zamkniętym z napisem: „Wstęp wzbroniony”. Pochylając się nad tym fragmentem moje myśli biegną do fragmentu listu do Efezjan: „wszystko, co staje się jawne jest światłem”. Nasze serce nigdy nie będzie uzdrowione jeśli wszystko, nawet to, co najbardziej chcielibyśmy ukryć nie ujrzy światła, nie stanie się jawne. I często tak jest, że wystarczy komuś powiedzieć o tym skrywanym na dnie i szczelnie zamkniętym sekrecie, słabości, mrocznej tajemnicy naszego życia, a czujemy ulgę, czujemy jak ten cały balon lęku i strachu nagle pęka. Tak jest często przed sakramentem pokuty i pojednania, kiedy czujemy pewien wstyd, pewna chcę zatrzymania tego dla siebie, a po spowiedzi czujemy ogromny pokój serca, bo „wszystko, co staje się jawne jest światłem”. I myślę, że nawet nie trzeba Jezusowi otwierać tego pomieszczenia z napisem „Wstęp wzbroniony”, wystarczy po prostu pozwolić Mu, aby on sam tam wszedł, otworzył kłódkę szczelnie zamkniętej piwnicy naszego serca, a On sam zrobi tam porządek, rozświetli wszystkie zakamarki naszego serca i dopiero wtedy będziemy mogli oddać Jemu swoje życie, bo nasze całe serce, a nie tylko to, co będziemy chcieli Mu ofiarować, będzie należało do Niego.