piątek, 17 maja 2013

Jeśli jesteś...

Wtedy Jezus został przez Ducha wyprowadzony na pustkowie, by poddał się próbie ze strony diabła. Kiedy już pościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł głód. Kusiciel przystąpiwszy powiedział do Niego: "Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem". On w odpowiedzi rzekł: "Jest napisane: "Nie samym chlebem żyć będzie człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Boga". Wziął Go wówczas diabeł do miasta świętego i postawił na szczycie świątyni. Powiedział Mu: "Jeżeli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Jest przecież napisane: "Swoim aniołom da co do Ciebie nakaz i na rękach nosić Cię będą, abyś nie uraził swojej nogi o kamień"". Rzekł mu Jezus: "Lecz jeszcze jest napisane: "Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga twojego"". Z kolei wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę. Pokazał Mu wszystkie królestwa świata i ich przepych  i powiedział Mu: "Dam ci to wszystko, jeśli upadłszy pokłonisz się mi". Na to Jezus mu odpowiedział: "Odejdź, szatanie! Jest bowiem napisane: "Panu, Bogu twojemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu będziesz służył". Wtedy opuścił Go diabeł, a podeszli aniołowie i usługiwali Mu. 

Każdy z nas wie, jak ważnym miejscem dla wzrostu naszej duchowości, więzi z Bogiem jest „pustynia”, cisza, w której przemawia do nas Bóg. Żeby stworzyć prawdziwą osobową relację z Bogiem trzeba wsłuchiwać się w Jego głos, a temu sprzyja pustynia. I to właśnie Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, tak jakby domagał się od Niego czasu przeznaczonego na indywidualną modlitwę. Duch Święty jest Tym, który uczy nas prawdziwej pobożności, dlatego powinniśmy i my pozwolić się Mu wyprowadzić na pustynię. Pustynia jest też czasem, w którym możemy podjąć refleksję nad samym sobą, możemy poznać głębiej swoje słabości, wady zalety. I wydawałoby się, że skoro idziemy za natchnieniem Bożego Ducha, wychodzimy na pustynię, to jesteśmy bezpieczni od jakiejkolwiek pokusy. Otóż nic bardziej mylnego, to właśnie wtedy nieprzyjaciel będzie próbował nas „złamać”.
„Jeśli jesteś Synem Bożym”. Diabeł używa tu kluczowego słowa „jeśli”. Jezus bardzo dobrze rozumie sposób myślenia kusiciela, dlatego też formułuje odpowiednią odpowiedź. To słowo „jeśli” wskazuje na to, iż Jezus musiałby udowadniać innym, a może przede wszystkim sobie, że jest Synem Bożym. To tak, jakby udowadniać, że książka jest do czytania, czy rower do jeżdżenia. Ale ilu z nas nabrałoby się, albo może i nabrało na pokusę „jeśli”. Ile razy musieliśmy udowadniać nie tyle Bogu, co sobie, że Go kochamy; mieliśmy poczucie, że musimy stworzyć niesamowity system duchowości – a to nie my wchodzimy po drabinie do Boga, tylko On przychodzi do nas. Perfekcjonizm nadopiekuńczość czy legalizm jest taka maską dla niedowartościowania, a przecież sam Bóg ustami proroka Izajasza powiedział: „jesteś wartościowy w moich oczach”, ponadto Bóg dał każdemu z nas Anioła Stróża – jak bardzo musi nas kochać, jak wielką wartość ma każdy z nas. Jezus jako nasz najlepszy nauczyciel daje nam piękny przykład walki z tą pokusą – skupienie się na Bogu, na Jego Słowie, a nie na pokusie, bo zła nie można adorować.
Po pierwszej klęsce diabeł nie odpuszcza. Widząc taktykę Jezusa przy pierwszej pokusie, sam sięga do cytatu biblijnego, aby wprowadzić Jezusa w zakłopotanie. I my musimy pamiętać, że niektórzy pragną wykorzystać Słowo Boże w nieodpowiednim celu, aby tylko potwierdzić swoja teorię. Wyrywają wtedy pewien cytat z kontekstu uznając go za całość. Najlepszym tego przykładem są Świadkowie Jehowy. Musimy pamiętać, że to Pismo Święte zostało dane Kościołowi, a nie na odwrót. A co odpowiada Jezus? „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Odwołuje się do elementarnej prawdy, która powinna być fundamentem naszej religijności.
Trzecie kuszenie Jezusa dotyczy dóbr tego świata. Jest jakby połączeniem dwóch przyczyn grzechu. W teologii duchowości wymienia się trzy źródła grzechu: ciało rozumiane jako całość człowieka wraz z psychiką i duchem, o ile sprzeciwia się Bogu, świat oraz szatan. W tym przypadku diabeł wykorzystuje dobra materialne. Oczywiście nikt nie chce powiedzieć, że dobra materialne są czymś złym, natomiast złe wykorzystanie ich może prowadzić do grzechu.
„Dam Ci wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Każda pokusa, która kończy się grzechem jest właśnie takim oddaniem szatanowi pokłonu, jest odwróceniem się od Boga, a zwróceniem ku diabłu. Kiedy grzeszymy wyrzucamy Pana Jezusa z naszego serca prosto w kałużę pełna błota, wtedy przechodzi obok Niego szatan i śmieję się prosto w twarz. Ważna jest, by powstrzymywać pokusę na samym początku, a nie czekać aż nabierze mocy. Kiedy demaskujemy jakąś pokusę, to już w połowie odnieśliśmy zwycięstwo. I trzeba nam pamiętać, że pokusy są po to, aby je przezwyciężać.

niedziela, 12 maja 2013

Miesiąc maj to nie tylko miesiąc upływający pod znakiem pięknej pogody, to nie tylko miesiąc szczególnie poświęcony Maryi, w którym w prawie każdym kościele można usłyszeć śpiew Litanii Loretańskiej, ale to także miesiąc związany z kapłaństwem. I moglibyśmy zadać sobie kontrowersyjne pytanie: "Czy ja jestem kapłanem?" TAK, należę do kapłaństwa powszechnego, gdyż chrzest jest konsekracją do powszechnego kapłaństwa, które jest uprawnieniem do składania Bogu ofiar. Każdy z nas powinien składać Bogu ofiary. W życiu chrześcijanina powinno odbywać się wypełnienie ofiar Starego Testamentu: modlitwa wypełnia sens ofiary kadzielnej, ofiarne trwanie w świętości wypełnia sens ofiarny całopalnej, a udział w Eucharystii jest wypełnieniem ofiar biesiadnych.
Ale miesiąc maj jest ważny szczególnie dla kapłaństwa hierarchicznego. To właśnie w tym miesiącu diakoni Świętego Kościoła Rzymskiego otrzymują święcenia kapłańskie, aby stać się pasterzami na wzór Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana. A czym jest to kapłaństwo? Jest poświęceniem się dla uświęcenia innych, jest stawaniem się mostem łączącym człowieka z transcendentnym Bogiem. Jest to ogromne wyróżnienie, ale także i odpowiedzialne zadanie, które bez wsłuchiwania się w Boży głos staje się zwykłym urzędniczym wypełnianiem obowiązku. Niewychowywany przez Boga ksiądz staje się karykaturą kapłaństwa, dlatego trzeba tę drogę powołania pokochać. Uczniowie Najwyższego Kapłana nie mogą walczyć ze sobą i udowadniać sobie kto jest większy. Mają sobie wzajemnie służyć. Niestety jest wielu, którzy znają na pamięć Psalm Pan jest moim Pasterzem, ale nie znają Pasterza, a Jezusa trzeba się nauczyć na pamięć.
Są niestety i tacy, którzy w swej pysze wykradają powołanie kapłańskie, bo jak inaczej nazwać kogoś, kto sięga po kapłaństwo okłamując swoich przełożonych, spowiednika, kierownika duchowego, jak nie złodziejem. To przecież w swoich przełożonych powinien widzieć wolę Kościoła, głos Boga i to oni powinni obiektywnie ocenić jego zdolność do przyjęcia święceń. To Kościół ocenia czy kandydat może stać się prezbiterem, a jak ma to stwierdzić skoro nie zna całej prawdy o danym kandydacie? Módlmy się o to, aby we wspólnocie kapłaństwa hierarchicznego było jak najmniej takich złodziei.
Trzeba nam też pamiętać, że każdy moment jest dobry do oczyszczenia swojego sumienia, wyznania prawdy o sobie przełożonym, rok, dwa tygodnie czy nawet dzień przed święceniami. Lepiej jest przeżywać radośnie swoje życie niż żyć w smutku i z wyrzutem sumienia, że  nie przyjąłem, ale ukradłem sakrament święceń.

sobota, 11 maja 2013

Trwajcie w miłości mojej...

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

Jezus jest krzewem winnym, my latoroślami. To wielkie wyróżnienie dla nas, ale i zadanie. On jako prawdziwy krzew winny potrafi zaspokoić nasze pragnienia. Połączenie jakie pokazuje nam Jezus (między krzewem a latoroślami) ma też inny wymiar. Jezus Chrystus jest Głową mistycznego Ciała – Kościoła, a my Jego członkami. Nie możemy oddzielić Jezusa od Kościoła. Kto próbuje to uczynić staje się katem – bo jak inaczej nazwać kogoś, kto oddziela głowę od ciała. Kościół jest środowiskiem, jakie pozostawił nam Jezus do wzrostu w wierze.
Słowo, które wypowiada Jezus do nas ma moc nas oczyszczać, dlatego też powinniśmy wsłuchiwać się w Jego Słowo, rozważać je, abyśmy przynosili owoc, bo tylko wtedy Jezus będzie nas oczyszczał, abyśmy mogli przynosić owoc jeszcze obfitszy. Jednocześnie Chrystus ukazuje nam, że to On powinien być fundamentem, to dzięki Niemu możemy przynosić owoce ze swojego życia, sami z siebie nic nie możemy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Dopiero zjednoczenie z Nim pozwala nam żyć pełnią życia. Powinniśmy tak mocno do Niego przylgnąć, aby stać się jednością, co nie jest łatwe. Może wielu z nas chciałoby się wtulić w otwarte ramiona zwyciężającego śmierć Jezusa Zmartwychwstałego czy nauczającego w trakcie swojego ziemskiego życia, ale zapewne mało kto chciałby wtulić się w Tego ubiczowanego Jezusa – przecież On taki brudny, zakrwawiony, cierpiący, poraniony. A pójście za Jezusem to nie tylko radość, ale także smutek i cierpienie, które On uczy nas przeżywać na swój wzór.
„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, proście o cokolwiek chcecie, a to Wam się spełni.” Na pierwszy rzut oka moglibyśmy pomyśleć, że poprosimy o co chcemy i to dostaniemy, ale musimy tutaj zwrócić uwagę na początek zdania – Jeżeli we Mnie trwać będziecie. A kto trwa w Nim? Ten, kto chce pełnić wolę Bożę, a zatem jeśli będę chciał pełnić wolę Bożą, to będę prosił o to, co jest z Nią zgodne, a wtedy Bóg na pewno wysłucha. Trzeba tylko pamiętać, że zgoda na Bożą wolę zakłada pozbycie się własnej wizji na swoje życie, a przyjęcie Bożego planu. 
„Trwajcie w miłości mojej”. Trwanie to nie jednorazowy akt, poryw serca, ale ciągłe kroczenie z Jezusem, ciągłe zmaganie się z własnym słabościami i przyjmowanie Jego Miłości. I można głosić piękne kazania o zwycięstwie Jezusowej Miłości, a ciągle być przegranym.

środa, 1 maja 2013

Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień...

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz»? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech Pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden Po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Powstał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Niewiasto, gdzież oni są,? Nikt cię nie potępił»? A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz». 


Jezus dopiero po powrocie z Góry Oliwnej „usiadł i nauczał ich”. Możemy domniemać, że spędzał czas na modlitwie. Daje tym samym piękny przykład głoszenia chwały Boga, a nie swojej. Każdy, kto chce głosić Chrystusa, świadczyć o Nim swoim życiem musi tak jak On trwać na modlitwie z Ojcem. On jest dla nas przykładem wypełniania woli Boga, do końca, aż po Krzyż. I trzeba nam też tak wypełniać plan, który przygotował dla nas Ojciec, a wypełnienie tego planu nie może odbyć się bez modlitwy, bez osobistego spotkania z Bogiem Ojcem przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Modlitwa jest uzdrawiającym wypełnieniem naszych zmysłów Bogiem i Jego Miłością. Nasze zmysły nie mogą zostać puste, niewypełnione, ale to od nas zależy czym je wypełnimy – obrazem Krzyża, na którym umarł Zmartwychwstały czy obrazem strony internetowej o wątpliwej treści. Nie wystarczy być blisko Boga, trzeba Go doświadczyć. Ani religijność, ani wiedza, ani moralność nie zastąpią Obecności.
„Cały lud schodził się do Niego”. Mowa Jezusa jest wynikiem spotkania z Bogiem, On swoją wiedzę czerpie z modlitwy, przez to ludzie chcą Go słuchać, chcą słuchać Bożej mądrości opartej na bojaźni Bożej, pokorze i szczerym uniżeniu. I może to jest rozwiązanie dzisiejszych problemów duszpasterskich. Odnowa Kościoła przyjdzie przez kontemplację.
„Faryzeusze przyprowadzili kobietę cudzołożną”. Zapewne nie jeden z nich nie raz z Nią cudzołożył, ale przecież to ona jest cudzołożnicą, to ją trzeba potępić. Jak oni, wysoko postawieni w hierarchii mogą przyznać się do grzechu. Przecież to tylko raz, przecież to nic takiego, przecież nikt się nie dowie. Łatwo jest prawić morały innym, potępiać ich, moralizować, głosić płomienne kazania, a o wiele trudniej zastosować to w swoim życiu.
Jak często nie potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka oczami przepełnionymi Miłością, tak często widzimy tylko to , co powierzchowne, nie patrzymy głębiej oceniając innych, nie patrzymy na intencje, na okoliczności, na pewne uwarunkowania, a widzimy tylko czyn i to czyn, który od razu chcemy potępić, a co gorsze chcemy także potępić człowieka. I po to jest nam właśnie kontemplacja, aby nauczyć się patrzeć na człowieka jak Jezus, wiedząc, że jest słabym i grzesznym stworzeniem Bożym. Jezus nigdy nie potępia człowieka, jedynie jego zły czyn.
Spotkanie z Miłosiernym Jezusem daje nam nadzieję na przyszłość, wzbudza w nas skruchę i dostarcza przebaczenia. To spotkanie sprawia, że chcemy oddalić od siebie grzech. I nawet jeśli upadniemy, to On z otwartymi ramionami czeka na nas, aby nas podnieść. Jezus bardzo dobrze wie jak jesteśmy słabi i poranieni i dlatego zostawił nam wspaniały dar – sakrament pokuty i pojednania. Ewangelia nie jest Dobra Nowiną dla doskonałych, to Dobra Nowina dla chorych, cierpiących i grzesznych. Musimy tylko uważać – jak naucza Kościół – abyśmy „zuchwale nie grzeszyli w nadziei Miłosierdzia Bożego”.