niedziela, 4 stycznia 2015

Prawdziwa miłość...

Opowiadał im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie”».
I Pan dodał: «Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?»

Jezus mówi o nieustannej modlitwie. Czy jest to możliwe? Oczywiście, gdyby tak nie było, to Jezus - sama Prawda by o tym nie mówił. Jak to zrobić? Odmawiając nieustannie różaniec? Nie o to idzie. Wtedy zaniedbywalibyśmy swoje obowiązki, a tego Bóg na pewno nie chce. Pewnego dnia kilka godzin spędziłem na wsadzaniu kartek z wypominkami to kopert zaklejaniu ich i adresowaniu. Myślałem sobie wtedy: "co ja w ogóle robię? Powinienem klęczeć przed Bogiem w kaplicy, rozważać Słowo Boga, czytać pobożne książki." Całe szczęście Bóg w odpowiednim momencie tego mojego ludzkiego myślenia wkroczył, bo przecież te kartki z wypominkami trafią do ludzi, oni je wypełnią, przyślą nam, a my będziemy się za tych zmarłych modlić. I może dzięki tej mojej pracy jakaś siostra lub brat, który jest w czyśćcu wejdzie do nieba. Odpowiedź na pytanie jak modlić się nieustannie jest bardzo prosta. Wszystko wykonywać na chwałę Bożą. Musimy mówić: Jezu odbierz sobie chwałę w tym wszystkim co będę robił, bo przecież ja od rana do wieczora nie mogę siedzieć w kaplicy.

W tej Ewangelii jest takie zdanie: Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. Wypływa pewna prawda - kto się nie boi Boga, ten nie liczy się z drugim człowiekiem. Warto tu chociaż wspomnieć, że bojaźń Bożą to nie strach, lęk przed Bogiem, że jeżeli zgrzeszę to spotka mnie kara, to raczej dar Ducha Świętego, który mówi mi, że kiedy grzeszę to obrażam Boga, że mój grzech biczuje Boga i ja właśnie dlatego nie chcę tego robić. I kto się Boga nie boi, ten grzeszy bez zastanowienia, a kto grzeszy nie liczy się z drugim człowiekiem. Kiedy możemy powiedzieć, że liczymy się z drugim człowiekiem? Wtedy, gdy chcemy mu pomóc (kiedy cierpi, kiedy ma problem - okazuję, że jest dla mnie ważny, czyli się z nim liczę). A ktoś, kto grzeszy nie potrafi pomóc drugiemu człowiekowi. Może będzie pomagał, ale w sposób dla niego wygodny, jeśli pomoc będzie wymagał poświęcenia nie zrobi tego, to go przerośnie. Przykład: jeśli ktoś ma dużo pieniędzy pomaga biednym oddając część z nich - to go nie kosztuje; ktoś posiada sklep i dzieli się z biednymi produktami, które tam ma. Natomiast człowiek, który kocha Boga i ze względu na niego kocha drugiego człowieka jest zdolny do wyrzeczeń, będzie się przełamywał, będzie pomagał w taki sposób, który go kosztuje, bo na tym polega prawdziwa miłość. Prawda jest taka, że bez Boga nasza czysto ludzka miłość jest pozbawiona jednej bardzo ważnej rzeczy - bezinteresowności.

W tej pomocy drugiemu trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Otóż można służyć bliźnim, albo się nimi posłużyć. Posługuje się braćmi ten, kto robi dla nich wiele, ale w tym wszystkim szuka swojej chwały, szuka w jakiś sposób pochwały dla siebie albo zaspokojenia w swoim wnętrzu poczucia, że jest na swoim miejscu, że jest dobroczyńcą. Nie może służyć na serio innym ktoś, kto zawsze jest zatroskany o właśnie zadowolenie, kto uczynił bożka z własnego odpoczynku, własnego czasu wolnego, planu dnia. Z tego musimy się nawracać. Ja zaczynam od dziś.