wtorek, 16 lipca 2013

Nie potrzebują lekarza zdrowi…



Jezus wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników, i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”.
On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: »Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary«. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”

Lewi siedział w komorze celnej, była to jego codzienność, było to jego zajęcie, z którego utrzymywał siebie, a może także swoja rodzinę. Sytuacja ta pokazuje nam, że Pan Bóg przychodzi do nas w naszej codzienności, On uzdrawia nasze życie wchodząc w nie ze swoją miłością. Nie trzeba wyszukanych, ascetycznych praktyk, aby odnaleźć Boga. ON JEST Z NAMI, wystarczy tylko otworzyć się na Jego obecność, bo On sam pierwszy nas wybrał, powołał do życia, tak jak powołał celnika Lewiego. Życie z Bogiem jest ŻYCIEM, a życie bez Boga jest substytutem życia. „Bez Boga ani do proga”.

Jezus mówi: „Pójdź za mną”. To Pan powołuje, to On wysyła do nas zaproszenie zatytułowane POWOŁANIE i czeka aż my je przyjmiemy. Nikt sam sobie nie bierze godności. Ktoś, kto wykradł powołanie nie dość, że sam będzie nieszczęśliwy, to jeszcze będzie unieszczęśliwiał innych. Poza tym na pierwszym lepszym zakręcie drogi życiowej wykolei się z torów, które prowadzą go bezpiecznie do pełni życia chrześcijańskiego.

Lewi zostawił wszystko. Jak musi być silne wezwanie Chrystusa, że on po usłyszeniu jednego zdania: „Pójdź za mną” zostawia wszystko i idzie za Jezusem – nie wie gdzie, nie wie po co, ale idzie. Jest to przykład bardzo trudnej nauki o całkowitym powierzeniu się Bogu i Jego woli względem nas. Jest to nauka o wyzbyciu się wszystkiego i oparciu się tylko na Ojcu. Ciężka to lekcja, ciężko jest całkowicie oddać się w ręce Ojca, wiedząc nawet, że jest On kochającym Ojcem i zawsze chce dla nas dobra, gdy rodzinie brakuje węgla na opał, a tym bardziej środków na jego zakup. I właśnie wtedy powinniśmy Mu zaufać. Nikt z nas nie jest od rozwiązywania swoich problemów. Od rozwiązywania ludzkich problemów jest Pan Bóg. Oczywiście nie chodzi tu o czekanie z założonymi rękami aż problem sam się rozwiąże, ale chodzi o to, aby przyjąć Boże rozwiązanie problemu, a nie swoje – a to czasem jest zupełnie inne. I to jest prawdziwa wiara, to jest prawdziwe zaufanie, prawdziwe zawierzenie.

Co się dzieje dalej w Ewangelii? Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie. Radość. Spotkanie Jezusa wiąże się z radością, z pokojem serca. Nikt kto spotkał Jezusa nie może być smutny mając perspektywę wiecznego szczęścia. Na myśl przychodzą mi słowa z Ewangelii wg św. Jana: „A to jest życie wieczne, aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”

We fragmencie tej Ewangelii mamy ukazany piękny przykład początku powołania, jego radości, świętości, zapału oraz wykrzywione powołanie na skutek różnych sytuacji życiowych oraz złego rozumienia jego daru i tajemnicy. Pierwszym przykładem jest powołanie Lewiego, drugim przykładem jest powołanie, jakim został obdarowany faryzeusz. Tak może stać się z każdym powołanym, który przestaje wpatrywać się w Jezusa, który przestaje być Jego uczniem, a sam dla siebie staje się mistrzem. Każdy na początku pełen zapału, ideałów, gorliwości jak Lewi może stać się faryzeuszem. Jezus specjalnie pokazuje to na przykładzie kontrastu. Gdy przestajemy rozmawiać z Bogiem, przestajemy zwracać uwagę na drugiego człowieka, bliźni staje się nam obcy.

Sposób myślenia faryzeusza jest bardzo prosty: „ Co powiedzą ludzie, gdy zobaczą mnie z tymi grzesznikami?” On boi się opinii innych ludzi – ona jest ważna, ale nie najważniejsza. Tę sytuacje możemy przenieść na dzisiejsze czasy: Widzimy księdza, który stoi w grupce młodych ludzi, których język pozostawia wiele do życzenia. Ponadto nie mają zbyt dobrej opinii w środowisku, w którym żyją. Jaka pierwsza myśl przychodzi nam do głowy? –Co on robi? Z kim on stoi? Przecież to Kowalski i Nowak. Czy on nie wie kim oni są? Zapewne zszedł na złą drogę. Ale postawmy sobie inne pytanie: „W jaki sposób ten kapłan ma głosić tym ludziom Dobrą Nowinę? Jego obecność jest tam obowiązkowa, a nasze stereotypy mówią nam, że to nie wypada, że to ksiądz. Kapłaństwo nie może zamknąć się tylko i wyłącznie do wiernych, którzy maja dobrą opinię, którzy chodzą do kościoła, kapłaństwo musi wyjść także do tych, którzy o Dobrej Nowinie już dawno zapomnieli bądź nigdy o niej nie słyszeli, bo „nie potrzebują lekarza zdrowi…”