Ja
jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go]
uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a
każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy
już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was.
Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie
może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie -
tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem
winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi
owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we
Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera
się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a
słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni.
Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i
staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was
umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje
przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem
przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby
radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.
Jezus jest krzewem winnym, my latoroślami. To wielkie wyróżnienie dla nas, ale i zadanie. On jako prawdziwy krzew winny potrafi zaspokoić nasze pragnienia. Połączenie jakie pokazuje nam Jezus (między krzewem a latoroślami) ma też inny wymiar. Jezus Chrystus jest Głową mistycznego Ciała – Kościoła, a my Jego członkami. Nie możemy oddzielić Jezusa od Kościoła. Kto próbuje to uczynić staje się katem – bo jak inaczej nazwać kogoś, kto oddziela głowę od ciała. Kościół jest środowiskiem, jakie pozostawił nam Jezus do wzrostu w wierze.
Słowo, które wypowiada Jezus do nas ma moc nas oczyszczać,
dlatego też powinniśmy wsłuchiwać się w Jego Słowo, rozważać je, abyśmy przynosili
owoc, bo tylko wtedy Jezus będzie nas oczyszczał, abyśmy mogli przynosić owoc
jeszcze obfitszy. Jednocześnie Chrystus ukazuje nam, że to On powinien być
fundamentem, to dzięki Niemu możemy przynosić owoce ze swojego życia, sami z
siebie nic nie możemy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Dopiero zjednoczenie z Nim
pozwala nam żyć pełnią życia. Powinniśmy tak mocno do Niego przylgnąć, aby stać
się jednością, co nie jest łatwe. Może wielu z nas chciałoby się wtulić w
otwarte ramiona zwyciężającego śmierć Jezusa Zmartwychwstałego czy nauczającego
w trakcie swojego ziemskiego życia, ale zapewne mało kto chciałby wtulić się w
Tego ubiczowanego Jezusa – przecież On taki brudny, zakrwawiony, cierpiący,
poraniony. A pójście za Jezusem to nie tylko radość, ale także smutek i
cierpienie, które On uczy nas przeżywać na swój wzór.
„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, proście o cokolwiek
chcecie, a to Wam się spełni.” Na pierwszy rzut oka moglibyśmy pomyśleć, że
poprosimy o co chcemy i to dostaniemy, ale musimy tutaj zwrócić uwagę na
początek zdania – Jeżeli we Mnie trwać będziecie. A kto trwa w Nim? Ten, kto
chce pełnić wolę Bożę, a zatem jeśli będę chciał pełnić wolę Bożą, to będę
prosił o to, co jest z Nią zgodne, a wtedy Bóg na pewno wysłucha. Trzeba tylko
pamiętać, że zgoda na Bożą wolę zakłada pozbycie się własnej wizji na swoje życie, a
przyjęcie Bożego planu.
„Trwajcie w miłości mojej”. Trwanie to nie jednorazowy akt,
poryw serca, ale ciągłe kroczenie z Jezusem, ciągłe zmaganie się z własnym
słabościami i przyjmowanie Jego Miłości. I można głosić piękne kazania o
zwycięstwie Jezusowej Miłości, a ciągle być przegranym.