sobota, 11 maja 2013

Trwajcie w miłości mojej...

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

Jezus jest krzewem winnym, my latoroślami. To wielkie wyróżnienie dla nas, ale i zadanie. On jako prawdziwy krzew winny potrafi zaspokoić nasze pragnienia. Połączenie jakie pokazuje nam Jezus (między krzewem a latoroślami) ma też inny wymiar. Jezus Chrystus jest Głową mistycznego Ciała – Kościoła, a my Jego członkami. Nie możemy oddzielić Jezusa od Kościoła. Kto próbuje to uczynić staje się katem – bo jak inaczej nazwać kogoś, kto oddziela głowę od ciała. Kościół jest środowiskiem, jakie pozostawił nam Jezus do wzrostu w wierze.
Słowo, które wypowiada Jezus do nas ma moc nas oczyszczać, dlatego też powinniśmy wsłuchiwać się w Jego Słowo, rozważać je, abyśmy przynosili owoc, bo tylko wtedy Jezus będzie nas oczyszczał, abyśmy mogli przynosić owoc jeszcze obfitszy. Jednocześnie Chrystus ukazuje nam, że to On powinien być fundamentem, to dzięki Niemu możemy przynosić owoce ze swojego życia, sami z siebie nic nie możemy, bo jesteśmy tylko ludźmi. Dopiero zjednoczenie z Nim pozwala nam żyć pełnią życia. Powinniśmy tak mocno do Niego przylgnąć, aby stać się jednością, co nie jest łatwe. Może wielu z nas chciałoby się wtulić w otwarte ramiona zwyciężającego śmierć Jezusa Zmartwychwstałego czy nauczającego w trakcie swojego ziemskiego życia, ale zapewne mało kto chciałby wtulić się w Tego ubiczowanego Jezusa – przecież On taki brudny, zakrwawiony, cierpiący, poraniony. A pójście za Jezusem to nie tylko radość, ale także smutek i cierpienie, które On uczy nas przeżywać na swój wzór.
„Jeżeli we Mnie trwać będziecie, proście o cokolwiek chcecie, a to Wam się spełni.” Na pierwszy rzut oka moglibyśmy pomyśleć, że poprosimy o co chcemy i to dostaniemy, ale musimy tutaj zwrócić uwagę na początek zdania – Jeżeli we Mnie trwać będziecie. A kto trwa w Nim? Ten, kto chce pełnić wolę Bożę, a zatem jeśli będę chciał pełnić wolę Bożą, to będę prosił o to, co jest z Nią zgodne, a wtedy Bóg na pewno wysłucha. Trzeba tylko pamiętać, że zgoda na Bożą wolę zakłada pozbycie się własnej wizji na swoje życie, a przyjęcie Bożego planu. 
„Trwajcie w miłości mojej”. Trwanie to nie jednorazowy akt, poryw serca, ale ciągłe kroczenie z Jezusem, ciągłe zmaganie się z własnym słabościami i przyjmowanie Jego Miłości. I można głosić piękne kazania o zwycięstwie Jezusowej Miłości, a ciągle być przegranym.