Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni.
Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał. Wówczas
uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą
pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do
Niego: «Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W
Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz»? Mówili to
wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. lecz Jezus
nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go
pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech
Pierwszy rzuci na nią kamień». I powtórnie nachyliwszy się pisał na
ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden Po drugim zaczęli odchodzić,
poczynając od starszych. Powstał tylko Jezus i kobieta, stojąca na
środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Niewiasto, gdzież
oni są,? Nikt cię nie potępił»? A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do
niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie
grzesz».
Jezus dopiero po powrocie z Góry Oliwnej „usiadł i nauczał
ich”. Możemy domniemać, że spędzał czas na modlitwie. Daje tym samym piękny
przykład głoszenia chwały Boga, a nie swojej. Każdy, kto chce głosić Chrystusa,
świadczyć o Nim swoim życiem musi tak jak On trwać na modlitwie z Ojcem. On
jest dla nas przykładem wypełniania woli Boga, do końca, aż po Krzyż. I trzeba
nam też tak wypełniać plan, który przygotował dla nas Ojciec, a wypełnienie
tego planu nie może odbyć się bez modlitwy, bez osobistego spotkania z Bogiem
Ojcem przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Modlitwa jest uzdrawiającym
wypełnieniem naszych zmysłów Bogiem i Jego Miłością. Nasze zmysły nie mogą zostać
puste, niewypełnione, ale to od nas zależy czym je wypełnimy – obrazem Krzyża,
na którym umarł Zmartwychwstały czy obrazem strony internetowej o wątpliwej
treści. Nie wystarczy być blisko Boga, trzeba Go doświadczyć. Ani religijność,
ani wiedza, ani moralność nie zastąpią Obecności.
„Cały lud schodził się do Niego”. Mowa Jezusa jest wynikiem
spotkania z Bogiem, On swoją wiedzę czerpie z modlitwy, przez to ludzie chcą Go
słuchać, chcą słuchać Bożej mądrości opartej na bojaźni Bożej, pokorze i
szczerym uniżeniu. I może to jest rozwiązanie dzisiejszych problemów
duszpasterskich. Odnowa Kościoła przyjdzie przez kontemplację.
„Faryzeusze przyprowadzili kobietę cudzołożną”. Zapewne nie
jeden z nich nie raz z Nią cudzołożył, ale przecież to ona jest cudzołożnicą,
to ją trzeba potępić. Jak oni, wysoko postawieni w hierarchii mogą przyznać się
do grzechu. Przecież to tylko raz, przecież to nic takiego, przecież nikt się
nie dowie. Łatwo jest prawić morały innym, potępiać ich, moralizować, głosić
płomienne kazania, a o wiele trudniej zastosować to w swoim życiu.
Jak często nie potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka
oczami przepełnionymi Miłością, tak często widzimy tylko to , co powierzchowne,
nie patrzymy głębiej oceniając innych, nie patrzymy na intencje, na
okoliczności, na pewne uwarunkowania, a widzimy tylko czyn i to czyn, który od
razu chcemy potępić, a co gorsze chcemy także potępić człowieka. I po to jest
nam właśnie kontemplacja, aby nauczyć się patrzeć na człowieka jak Jezus,
wiedząc, że jest słabym i grzesznym stworzeniem Bożym. Jezus nigdy nie potępia
człowieka, jedynie jego zły czyn.
Spotkanie z Miłosiernym Jezusem daje nam nadzieję na
przyszłość, wzbudza w nas skruchę i dostarcza przebaczenia. To spotkanie
sprawia, że chcemy oddalić od siebie grzech. I nawet jeśli upadniemy, to On z
otwartymi ramionami czeka na nas, aby nas podnieść. Jezus bardzo dobrze wie jak
jesteśmy słabi i poranieni i dlatego zostawił nam wspaniały dar – sakrament pokuty
i pojednania. Ewangelia nie jest Dobra Nowiną dla doskonałych, to Dobra Nowina
dla chorych, cierpiących i grzesznych. Musimy tylko uważać – jak naucza Kościół
– abyśmy „zuchwale nie grzeszyli w nadziei Miłosierdzia Bożego”.