środa, 18 września 2013

Wstydź się i daj się uzdrowić



Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: «Stań tu na środku!». A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?» Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!». Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda, zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Jezus, po raz kolejny wściekły na faryzeuszy, nie ukrywa tego, co chce zrobić. Mając świadomość tego, że próbują „znaleźć na Niego haka”, każe choremu człowiekowi wyjść na środek i uzdrawia go tak, by wszyscy widzieli. Nie na pokaz, nie po to, by się wypromować i zaprezentować, ale po to, by zobaczyli i uwierzyli, z Kim mają do czynienia. Jezus daje im konkretne znaki i jest „zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca”, bo nie widzą, że do ciemności grzechu, przychodzi Światłość.

Mnie zasmuca to, że w moim życiu Jezus też robi wielkie rzeczy, ale ja tego nie zauważam. Pokazuje, że jest w moim życiu obecny, ale nie tak, jak ja bym tego chciała. Faryzeusze czekali na Mesjasza. Rzecz w tym, że kiedy się pojawił, nie udało Mu się spełnić ich oczekiwań. Bo Jezus wykracza poza ludzkie oczekiwania, jest inny niż się człowiekowi wydaje. Jest zbyt doskonały, nie boi się prawdy (jest samą Prawdą!), wymaga i – to co dla mnie najtrudniejsze – ZAWSZE kocha.

Człowiek, który miał uschłą rękę, musiał się dziwnie czuć, kiedy Jezus kazał mu wyjść na środek. Pewnie się wstydził. A gdyby Jezus go nie uzdrowił? A co, jeśli zwyczajnie wystawiłby go na pośmiewisko? Człowiek wykazuje się jednak odwagą, staje na środku i… czeka, aż Jezus skończy pogadankę z faryzeuszami. Ja bym uciekła. A ten stoi i czeka na swoją kolej. Uzdrowienie czasami zaczyna się od wstydu: przed Bogiem, przed samym sobą, przed innymi ludźmi. Nie ma nic przyjemnego w tym, że trzeba uznać swoją słabość, że trzeba się do niej przyznać. Każdy, kto się spowiada, zna ten stan.

I kiedy już Jezus zwraca się do tego zawstydzonego człowieka, nie mówi: „uzdrawiam cię”, ale „wyciągnij rękę”. Uschniętą rękę, w której nie ma życia. We mnie też nie ma życia za każdym razem, kiedy po uszy siedzę w grzechu. A On i tak każe wstawać, podnosić rękę, oczyszczać serce, nadstawić ucho.

Bo niezależnie od tego, jak bardzo jestem uschnięta, zawsze jest we mnie kropla życia, która pochodzi od Niego. A ta nigdy nie wyschnie.