poniedziałek, 9 września 2013

Milcz i wyjdź z niego...

Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jezusa było pełne mocy.
A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży».
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego». Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody.
Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: «Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą».
I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.


Co zrobił Jezus, że pozwolono Mu przemawiać w synagodze? Przecież na pewno był znany już w Kafarnaum, wiedzieli mieszkańcy, że jest "niezbyt lubiany" wśród uczonych w Piśmie. A jednak Mu pozwolono. Spróbowałem sobie wyobrazić sytuację gdybym to ja był odpowiedzialny za synagogę w Kafarnaum i przyszedł tam Ktoś, kto głosi "nowinki". Zapewne bałbym się pozwolić Mu na przemawianie do tłumów z powodu zwykłego, ludzkiego lęku przed tymi, którzy są wyżej postawieni ode mnie. A jednak Jezus przemawiał i to przemawiał z mocą. 

Warto się zapytać dlaczego słowo Jezusa było pełne mocy? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Bo głosił ŻYCIE. Ludzie do tej pory byli przyzwyczajeni, że głoszono im tylko śmierć, gdyż sami faryzeusze byli umarli duchowo. Byli umarli ze względu na swój faryzejski sposób podchodzenia do Boga. "Litera zabija, Duch zaś ożywia". Uczeni w Piśmie sami spowodowali swoją duchową śmierć i jedyne co potrafili przekazywać innym to przepisy, które raczej zniewalały ludzi niż otwierały na Boga. A Jezus głosił życie. Jezus otwierał człowieka na Bożą miłość, ukazywał, że Bóg nie jest tylko Sędzią, który pragnie naszego zamartwiania się o to, czy aby na pewno dobrze wypełniłem przepis Prawa, ale także Miłością Miłosierną.

W dzisiejszych czasach również zdarza się wiele razy, że ludzie w spotkaniu z Bogiem zamiast czuć pokój i radość, czują smutek i lęk. Sami nakładają na siebie pewne praktyki duchowe, których wypełnienie przynosi pozorny spokój i bezpieczeństwo, a nie wypełnienie ich, lęk i strach. Nie tego chce Jezus. Jezus chce przyjacielskiego spotkania, dialogu, który będzie przejściem od ja do Ty.

"Czego chcesz od nas Jezusie...?" Każdy z nas może w tym opętanym odnaleźć siebie, może nie ze względu na sam fakt zniewolenia, ale ze względu na odpowiedź jaka jest skierowana do Jezusa. Otóż Jezus przychodzi do naszego serca, które wydaje się nam poukładane, wszystko jest w nim w porządku (ja po tylu latach solidnej modlitwy, życia sakramentami, głębokiej wiary, mogę postawić się za wzór do naśladowania), a Jezus przychodzi i po prostu mówi: "Zmień się, uporządkuj swoje serce, bo jak na razie jest tam porządek, ale twój porządek, który dla Mnie jest bałaganem". I jaka jest nasza odpowiedź: "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku?" i w tym właśnie jesteśmy podobni do bohatera tego fragmentu. Musimy jasno postawić sprawę i powiedzieć, że ludzka mądrość jest głupotą, a na głupocie nic mądrego nie wybudujemy. Mądrość Boża jest zupełnie inna i trzeba nam budować nasze życie właśnie na Bożej mądrości.
Zniewolony odpowiada dalej: "Wiem, kto jesteś: Święty Boży". W tej odpowiedzi także możemy odnaleźć siebie. My wiemy kim Jezus jest. My dobrze wiemy, że to Święty Boży, ale na poziomie tej wiedzy zostajemy, często nie chcemy przyjąć tej informacji swoim sercem, przez co zamykamy Jezusa tylko w naszym intelektualnym wyobrażeniu.

Człowiek zniewolony ogłosił ludziom, że Ten, który przyszedł to Jezus, Syn Boga, ale Chrystus wyraźnie mu tego zabrania. Dopiero, gdy zły duch opuszcza tego człowieka możemy przeczytać, że "wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy". Dlaczego tak się dzieje? Zapewne dlatego, że Jezus nie chce, aby głosił wieść o Nim ktoś, kto przyjął Go tylko rozumem, a nie sercem. Ponadto człowiek, który jest zniewolony ma raczej skrzywiony obraz Boga. Jezus nie chce, aby czyjeś subiektywne wyobrażenie Ojca było przekazywane światu, dlatego też najpierw uwalnia tego człowieka, a dopiero później pozwala głosić światu Bożą Miłość, kiedy ludzie doświadczyli jej "na własnej skórze".