piątek, 11 października 2013

Aby stanowili jedno...

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno [stanowimy]. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i że Ty ich umiłowałeś, tak jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem, i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich».

Muszę przyznać, że od dziecka fragment Ewangelii noszący tytuł "Modlitwa Arcykapłańska" jakoś mnie bardzo poruszał. Może dlatego, że nie ma chyba lepszej okazji na poznanie wewnętrznego świata drugiego człowieka jak uczestniczenie w jego modlitwie. A cóż dopiero, gdy odkrywa się przed nami głębia modlitwy Syna Bożego! I to w jakim momencie?!
Kto miał przywilej, zaszczyt... (to i tak zbyt słabe słowo) towarzyszenie, obecności przy osobie umierającej to wie, że tacy ludzie im mniej mają czasu tu na ziemi, to tym bardziej liczą się z każdym wypowiadanym słowem.
Co mógł czuć Jezus kilka godzin przed męką... po umyciu nóg Apostołom... sprzedany przez jednego z nich, a nierozumiany przez całą resztę...? Jak głęboki był ten smutek przepełniający Jego duszę aż do śmierci...? A przecież ponad tym wszystkim przebija w Jego słowach czuła miłość... tyle troski o dalszy los Jego uczniów. Jakby z obawy o wiarę swoich przyjaciół chciał przelać w ich serca całą swą boską miłość wypełniającą Jego wnętrze. Staje się tak bliski... - może właśnie najbardziej w tym momencie ujawnia się ta kobieca dłoń Boga z obrazu Rembrandta... bo to zwykle serce matki drży i jest gotowe zrobić wszystko, byle oszczędzić cierpienia dziecku. I właśnie w takim momencie, z takimi uczuciami Jezus modli się za swoich uczniów i nie tylko Apostołów! On również już wtedy myślał o mnie i polecał Ojcu! Już wtedy! I właśnie wtedy!
Jak mało przejmują mnie te słowa. Ciągle się gubię, waham, boję, błądzę szukam pomocy, rozpaczliwie prosząc o modlitwę innych ludzi jak o koło ratunkowe, a przecież sam Syn Boży już wtedy w Wieczerniku wstawiał się za mną i prosił Ojca o to, co dla mnie najbardziej potrzebne.
Tyle głębokiej troski o moje dobro, a ja tak rzadko otwieram na nią swoje serce szukając bałwochwalczo szczęścia w ludziach lub w sobie. Może w czasie modlitwy Jezus widział twarze poszczególnych osób tak, jak potrafią się one przesuwać w naszej duszy w krytycznych momentach lub gdy modlimy się wstawienniczo za innych? Jak mogła wyglądać moja twarz gdy ją ujrzał? A co ja widzę w ludziach? Czy próbuję odnaleźć Boże podobieństwo, świątynię Duch Świętego? Czy widzę w nich dzieci Boże, które powinny stanowić jedną rodzinę? Przecież w słowach Jezusa tak bardzo przebija ta troska - aby byli jedno! A jedność jest tylko tam, gdzie jest miłość. Miłość, która otwiera się na drugą osobę jako dar, nie próbuje przywłaszczać, nie boi się inności, nie cofa się przed słabością bliźniego, ryzykuje zaufanie. Wcale nie muszę bać się drugiego człowieka - tak jak Jezus nie bał się kochać Piłata, Judasza czy Kajfasza. To okrutne kłamstwo Złego, który próbując nas skłócić, rozbić pokazuje mi bliźniego jako wroga. Ks. Twardowski tłumaczy to bardzo prosto i jasno: "Nieprzyjaciel nie jest moim wrogiem - on po prostu nie jest moim przyjacielem." Prawdziwy wróg jest tylko jeden - szatan, który od początku chciał zniszczyć jedność Adama z Bogiem i z Ewą. Prawdziwa miłość zawsze jednoczy, buduje. Jak piękna ta jedność można poznać przez kontemplację ikony Rublowa "Trójca Święta" Czy może być większe szczęście niż zaproszenie do takiej jedności, która ma źródło w Bogu?
A Jezus właśnie o to się modli. On chce, aby wszyscy mogli być w niebie! Kto poczuł w swoim sercu to pragnienie Jezusa z tej ostatniej godziny przebywania wśród swoich w Wieczerniku, ten na pewno zrozumie, że jedyną właściwą modlitwą chrześcijanina jest ta, abym z każdym napotkanym człowiekiem mógł spotkać się kiedyś w niebie, gdzie będzie doskonała jedność w miłości Ojca, Syna I Ducha, co daj Panie Boże

Opatrzności Boża - czuwaj nad nami!